Miesięczne archiwum: Październik 2016

Jak być kupującym wśród nie-sprzedawców?

Mamy już za sobą okres spania na dmuchanym materacu, na dobrym materacu na podłodze, na tymże materacu na paletach, a także trzymanie ciuchów w kartonie i na regale – takim do piwnicy i wreszcie w zdobycznych szafach. Dorośliśmy więc do momentu, w którym chcemy i możemy zainwestować w bardziej, hmmm ekskluzywne (?!) meble.

Oczywiście w głowie od razu mam wizje tego co bym chciała, jednak szybka analiza Internetów skutecznie studzi mój zapał, więc zmieniam strategię: idziemy zobaczyć co mają.

Jedna sieciówka – pani sprzedawczyni nawet się zainteresowała i pokazała kilka modeli wyjaśniając czym się różnią, w drugiej – sprzedawcy ze świecą szukać, a jak już się znalazł to wyciąganie przez nas informacji spotkało się z odpowiedziami jak by z pretensją w głosie.

Kolej na Salony Meblowe. W Salonie 1 pani nie bardzo miała gdzie się schować i wyglądała jak by się nas bała. Nie do końca też wiedziała co jak można zamienić, wymienić, że o zachęceniu nas do czegokolwiek, choćby interakcji z nią, nie wspomnę. W Salonie 2, pani była nieco bardziej ogarnięta i zapewniała, że jest możliwe niemalże wszystko to co chcemy, natomiast nadal nie bardzo wiedzieliśmy co możemy chcieć.

Kolejny salon. Pan miał problem z zaczęciem rozmowy, ale jak już zaczął to znał się na rzeczy i potrafił coś doradzić.

Tuż obok jest sklep z wózkami – wchodzimy na rekonesans. Pani chowa się za kontuarem, aż w końcu wypełza zza niego i staja przyczajona za naszymi plecami, a my gapimy się głupio w te wózki, aż ją zagadujemy czym to się w ogóle różni. Cena. Aha. A dlaczego te są za 1500, te za 2500, a „Mercedesy” za 5000? Że inne materiały, inna jakość, inna firma. Aha. A co mi to daje? Dlaczego mam kupić wózek za 2500 a nie za 1500? Że kolor, że moda. E???

Kolejny sklep meblowy – obsługi ni widu, ni słychu. W końcu znaleźliśmy – trzy osoby siedziały, każda ze wzrokiem wbitym we własny komputer. Jedna z pań wskazała interesujący nas dział i klepią dalej. Patrzymy i wychodzimy.

Następne salony. Ze względu na remont trzy obok siebie. Przynajmniej to dobre, zaoszczędzimy czas. I tutaj miła niespodzianka. Wszystkie panie miłe i zainteresowane. Dwie się znają na rzeczy. A o jednej mogę powiedzieć, że jest Sprzedawcą.

Łóżko co prawda nadal nie kupione – trzeba podjąć Decyzję. Jednak jestem przekonana, że przy mojej frustracji pani w Salonie Meblowym 2 sprzedała by nam łóżko i nawet byli byśmy zadowoleni, gdyby tylko trochę się wysiliła.

Wiele złego się mówi o sprzedawcach. Że naciągają, wciskają. Ja właśnie spotkałam wielu takich z przypadku, którzy nawet nie wysilili się na wciskanie. Tak, sprzedaż jest trudna, ale bycie kupującym też jest trudne – zajmuje czas, trzeba zdobyć wiedzę, trzeba mieć wyczucie co pasuje, trzeba zgadnąć co będzie odpowiadało konkretnym potrzebom.

W ciągu kilku dni zupełnie zmieniło się moje podejście do sprzedaży. Doświadczyłam jak ważny jest kompetentny sprzedawca. Taki, który nie tylko zna asortyment, ale taki który będzie umiał dostrzec potrzeby kupującego, taki który zadba o jego komfort, doradzi. A czasem nawet przekona do czegoś zupełnie nieoczekiwanego.

 

Co widzieliście?

Takie pytanie zadała nam ciocia Ania. Proste. Zaskakujące. Trudne. No bo jak tak w kilku zdaniach streścić cały miesiąc oglądania?

Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to kościoły. Mnóstwo kościołów. Tuziny. Kościółki, katedry, klasztory. Z różnych epok, w różnych stylach. Mało tam było zamków i pałaców. Pamiętam dwa zamki. Jeden został przerobiony na kościół, a drugi był zamkiem templariuszy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Koegiata San Isidoro, Leon

Santiago de Campostela i pielgrzymi na szlaku Camino de Santiago.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
O Cebreiro, Galicja

I miasta. Ze 30… Uliczki, kamienice – kamienne, bielone, czerwone. Informacje turystyczne, sklepy z regionalnym jedzeniem – w poszukiwaniu pasty kasztanowej (którą ostatecznie kupiliśmy w markecie we Francji). Opustoszałe w czasie sjesty, szumiące życiem wieczorami i brzmiące dudami w  trakcie Festiwalu Średniowiecznego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Puente la Reina, Navarra

Drogi. Kilometry dróg. Autostrady, stacje benzynowe, kręte drogi górskie. Ścieżki, schody, zakamarki i bezdroża.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wybrzeże, Kraj Basków

Kempingi. Niektóre urocze, z klimatem, inne zatłoczone i bez pomysłu. I toalety na kempingach. Ładne, brzydkie, obskurne i zadbane.

Była też giełda rybna i stoiska z owocami morza w marketach. Jak również owoce morza na talerzu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Wielka wyżerka. Santiago de campostela

Ocean. Fale oceanu omywające łagodnie piaszczyste plaże albo gwałtownie rozbijające się o skały. I zachód słońca na Końcu Świata.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Costa Verde, Asturia

Las kasztanowy, las malowany i Las Medulas – niesamowite czerwone szczyty – resztki po masywie górskim, który został zniszczony przez Rzymian wydobywających złoto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Las Medulas, Leon

Góry. Majestatyczne i nagie Picos de Europa (Szczyty Europy), lesiste Pireneje z uroczymi dolinami, w których tańczyły mgły (już rozumiem o co chodziło Tetmajerowi).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Picos de Europa

Jak góry to i jaskinia – z galeriami stalaktytów, główkami stalagmitów i kolumnami stalagnatów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Cueva de Valporquero, Leon

A jak galerie to i galerie sztuki również. Tym razem tylko dwie. Totalnie różne – nowoczesne Gugenheim i bardziej tradycyjne Museo de Bellas Arte. A przecież i trzecia! Na deser, nieoczekiwanie – wystawa Van Gogh Alive w Krakowie (Van Gogha też lubię).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Gugenheim Museum, Bilbao

To wszystko przychodzi mi na myśl teraz, na szybko. Z dużego obrazka. A jest jeszcze mnóstwo drobiazgów i sytuacji, które wyświetlają sie co jakiś czas w głowie i równie szybko znikają.

 

 

 

 

Moje trzy grosze do czarnego poniedziałku

Ostatni etap naszej wyprawy pokonywaliśmy w poniedziałek. Czarny poniedziałek. Jadąc autostradą nie widać co prawda manifestacji w  miastach, jednak radio internet huczały od informacji na ten temat.

Kiedyś byłam zagorzałym przeciwnikiem aborcji. Nie można. W żadnym wypadku. I pewnie wtedy podpisała bym petycję na Placu Abrahama dotyczącą zaostrzenia przepisów aborcyjnych. Ale wtedy kiedy te podpisy zbierano, byłam już w ciąży. Chcianej, oczekiwanej, wywalczonej.

Dlaczego więc nie stanęłam wtedy po stronie życia?

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, napłynęło do mnie wiele sprzecznych uczuć. Ulga. Taka ulga, że w ogóle się da. Ale też straszliwy lęk. Bo skoro przez cztery lata się nie udawało to istniało spore ryzyko, że jednak nie będzie dobrze.  W tym też czasie zaczęły się dyskusje nad całkowitym zakazem aborcji. Poczułam się jak w pułapce. Brakowało mi tchu na samą myśl o tym.

Już i tak byłam na krawędzi walcząc o to dziecko. Już i tak korzystałam z terapii. Brałam pod uwagę ryzyko poronienia, które jednak było by ogromnym ciosem. Bałam się o siebie i o swoje życie. Że jeśli moje dziecko będzie miało bardzo poważną wadę, że jeśli i tak nie będzie miało szansy na przeżycie, to ja będę musiała tą ciążę nosić. A to oznacza kolejny zmarnowany rok. Ale też bała bym się, bo wizyta u lekarza jest raz w miesiącu. A co jeśli umrze? Po czym poznać?

Dzisiaj, kiedy czuję radosne ruchy mojego dziecka, nadal trudno mi o tym myśleć. Czy mogła bym podjąć taką decyzję? Cieszę się, że nie musiałam.

Nadal jestem przeciwniczką aborcji w takim sensie, że moje ciało – moja decyzja. Dla mnie nie. Jest jeszcze przynajmniej ojciec tego dziecka, który też ma prawo do decyzji. I jest to nowe życie, które ma prawo do życia.

I jeszcze właśnie.  Skoro decyzja o aborcji nie jest jedynie decyzją kobiety, ustawa, która zrzuca odpowiedzialność jedynie na kobietę jest zwyczajnie szowinistyczna. Czasem pewnie jest to wyłącznie  jej decyzja, a czasem kobieta zostaje zmuszona do aborcji przez swojego partnera. Każdy przypadek jest inny.

Nie daję sobie prawa do oceny zgwałconej kobiety, do oceny rodziców, którzy decydują się na aborcję ciężko upośledzonego dziecka. Takie osoby potrzebują doskonałej opieki lekarskiej i psychologicznej, rzetelnej wiedzy, faktycznego wsparcia, a nie bezwzględnego prawa, uchwalonego pod wpływem przekonań.