Moja kruszynka pyskatą nastolatką?

„Ty nic nie rozumiesz! Kompletnie ci odwaliło! Nienawidzę cię!”.  Trzask drzwi, kopnięcie i tyle ją widzieli…

Scenariusz na tyle przykry, co możliwy, a nawet prawdopodobny. Trudno dziś uwierzyć patrząc jak Żabina słodko śpi w swoim łóżeczku, jak rozkosznie zajada się dynią czy z ufnością wtula w moje ramiona, że to może być ona za 15 lat.   Trudno przyjąć do wiadomości, wkładając w jej wychowanie tyle energii, czasu, serca, że któregoś dnia nie tyle nawet, że nas opuści, ale że zakwestionuje wszystko co robimy i mówimy.

Dlatego dla mnie wychowanie nie jest o tym co dzisiaj. Czy Żabina zjadła obiadek, czy zasypia w swoim łóżeczku, ile razy budzi się w nocy i dlaczego aż tyle. Dla mnie to o tym co będzie za te naście lat. O szacunku nie tylko do mnie i P. jako rodziców, ale przede wszystkim do siebie. O współdziałaniu, a nie tylko wykonywaniu kilku domowych obowiązków, o umiejętności budowaniu dobrych relacji i o wewnętrznej motywacji. I jeszcze o ciekawości i odwadze. I jeszcze kilka innych o…

Wszystkie działania, które podejmuję dzisiaj, podejmuję świadomie, biorąc pod uwagę tę właśnie perspektywę. I dotyczy to każdego niemal aspektu życia. Tego co Żabina je, jak je, gdzie śpi, jakie ma zabawki, ile tych zabawek, na co jej pozwalam, co robię kiedy jej nie pozwalam.

Czy zaprowadzi mnie to do oczekiwanego rezultatu? Nie wiem. Wychowanie dziecka to jeden wielki eksperyment, który tylko z grubsza możemy zaplanować. A na wynik tego eksperymentu mają bardzo duży wpływ warunki zewnętrzne, takie jak szkoła, rówieśnicy, inni ludzie, z którymi dziecko się spotyka. I kiedyś była to również telewizja, a obecnie poza tym medium, coraz szerzej dostępne technologie – dziś ze smartfonem na czele, jutro – nie wiadomo z czym.

Możemy się mądrzyć, że powinno się jakoś albo, że moje dzieci to ja inaczej. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że inną nastolatką byłam ja naście lat temu, inne są te nastolatki, które się wtedy narodziły i całkowicie inna będzie moja nastolatka za te naście lat.

Żyjemy w okresie ogromnej zmiany kulturowej. W czasie, gdy tradycyjne metody wychowawcze oparte na karach i lęku zamieniamy na bardziej liberalne i ponosimy tego konsekwencje m.in. w postaci pyskujących nastolatków. Naście lat temu bym nie powiedziała do rodzica „Ty idioto”. Ale jeszcze pamiętam mój burzliwy okres dorastania (a jeśli zapomnę, to jestem w posiadaniu dość kompromitujących pamiętników z tego okresu) i mimo, że nie śmiałam odezwać się w  taki sposób do moich rodziców, zdarzało mi się tak przecież myśleć. A dzisiejszy nastolatek często co myśli to mówi. Albo nawet może wcale tak nie myśli, ale mówi, bo się właśnie wkurzył i właśnie w taki sposób odreagowuje złość.

I jasne, że tego nie chcemy. Że chcemy mieć z naszymi dziećmi dobrą relację. I chociaż recepty na to nie mam, jedno jest dla mnie pewne – kiedy już dziecko wejdzie w ten burzliwy okres, jest już za późno na wychowanie. Możemy więc darować sobie gderanie, narzekanie, docinki i kazania, a postawić raczej na słuchanie, zrozumienie, towarzyszenie.

 

Jedno przemyślenie nt. „Moja kruszynka pyskatą nastolatką?

  1. Piękny i prawdziwy. Bardzo mi pasuje odniesienie wychowania do eksperymentowania. Te wątpliwości i ‚nie wiem’ są naturalną częścią bycia w ‚nowym’. Bardzo spodobało mi się, że w wychowaniu chodzi nie o to co teraz, a o to, co zostanie z dzieckiem za lat naście. Jestem matką dwóch nastolatek i wiem, że bywa niełatwo, ale bywa pięknie gdy widzimy budujących siebie młodych dorosłych. I jeśli jest między nami a nastolatkami będzie szacunek to czas ten może być ekscytującą przygodą, pełną korzyści dla obu stron:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *