Moje trzy grosze do czarnego poniedziałku

Ostatni etap naszej wyprawy pokonywaliśmy w poniedziałek. Czarny poniedziałek. Jadąc autostradą nie widać co prawda manifestacji w  miastach, jednak radio internet huczały od informacji na ten temat.

Kiedyś byłam zagorzałym przeciwnikiem aborcji. Nie można. W żadnym wypadku. I pewnie wtedy podpisała bym petycję na Placu Abrahama dotyczącą zaostrzenia przepisów aborcyjnych. Ale wtedy kiedy te podpisy zbierano, byłam już w ciąży. Chcianej, oczekiwanej, wywalczonej.

Dlaczego więc nie stanęłam wtedy po stronie życia?

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, napłynęło do mnie wiele sprzecznych uczuć. Ulga. Taka ulga, że w ogóle się da. Ale też straszliwy lęk. Bo skoro przez cztery lata się nie udawało to istniało spore ryzyko, że jednak nie będzie dobrze.  W tym też czasie zaczęły się dyskusje nad całkowitym zakazem aborcji. Poczułam się jak w pułapce. Brakowało mi tchu na samą myśl o tym.

Już i tak byłam na krawędzi walcząc o to dziecko. Już i tak korzystałam z terapii. Brałam pod uwagę ryzyko poronienia, które jednak było by ogromnym ciosem. Bałam się o siebie i o swoje życie. Że jeśli moje dziecko będzie miało bardzo poważną wadę, że jeśli i tak nie będzie miało szansy na przeżycie, to ja będę musiała tą ciążę nosić. A to oznacza kolejny zmarnowany rok. Ale też bała bym się, bo wizyta u lekarza jest raz w miesiącu. A co jeśli umrze? Po czym poznać?

Dzisiaj, kiedy czuję radosne ruchy mojego dziecka, nadal trudno mi o tym myśleć. Czy mogła bym podjąć taką decyzję? Cieszę się, że nie musiałam.

Nadal jestem przeciwniczką aborcji w takim sensie, że moje ciało – moja decyzja. Dla mnie nie. Jest jeszcze przynajmniej ojciec tego dziecka, który też ma prawo do decyzji. I jest to nowe życie, które ma prawo do życia.

I jeszcze właśnie.  Skoro decyzja o aborcji nie jest jedynie decyzją kobiety, ustawa, która zrzuca odpowiedzialność jedynie na kobietę jest zwyczajnie szowinistyczna. Czasem pewnie jest to wyłącznie  jej decyzja, a czasem kobieta zostaje zmuszona do aborcji przez swojego partnera. Każdy przypadek jest inny.

Nie daję sobie prawa do oceny zgwałconej kobiety, do oceny rodziców, którzy decydują się na aborcję ciężko upośledzonego dziecka. Takie osoby potrzebują doskonałej opieki lekarskiej i psychologicznej, rzetelnej wiedzy, faktycznego wsparcia, a nie bezwzględnego prawa, uchwalonego pod wpływem przekonań.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *